Część pierwsza - Saiyański książę

Wstęp | Prolog
001 | 002 | 003 | 004 | 005 | 006 | 007 | 008 | 009 | 010 | 011 | 012

Rozdział VIII - Nie wszystko złoto, co się świeci

  Amarant i reszta ekipy zajęli strategiczne pozycje na niewielkiej górce, kilkadziesiąt metrów od jeziora. Na tyle blisko, by móc względnie dokładnie śledzić, co się dzieje, ale dość daleko, by nie przeszkadzać w starciu. Młody i Ponury, jak książę zdążył już w myślach ochrzcić dwóch towarzyszy Choke'a, wylądowali po drugiej stronie wzniesienia.
  - To Super-Saiyan! - wypalił szarowłosy na widok przemiany przeciwnika dziewczyny. - Wiedziałeś o tym?
  - Tak - odparł beznamiętnie Kuuja. - Ostrzegałem ją, słyszałeś przecież.
  - Ale trochę mętnie! Może gdybyś powiedział konkretnie o co chodzi...
  - Wierz mi, że wiedziała co mam na myśli.
  - Przecież nie ma szans!
  - Szanse ma - sprostował Lanfan. - Ale przegra.
  - Skąd ta pewność?
  - Masz skauter? To załóż.

  Saiyanka rzeczywiście nie wyglądała na zaskoczoną ani przestraszoną zmianą koloru włosów Choke'a. Dała temu wyraz przechodząc do zdecydowanego natarcia. Wystartowała z impetem, wyrywając płytką dziurę w ziemi tam, skąd ruszyła. Dopadła do otoczonego aurą SSJ przeciwnika, markując frontalny atak. W ostatniej chwili zmieniła kierunek lotu i przeskoczyła mu za plecy. Ale Zajęcza Warga nie był powolnym mięsistym czołgiem pokroju Wielkiej Stopy z "Pod Pełnią". Okręcił się zwinnie, kopnięcie z półobrotu przyjął na blok, po czym skontrował, trafiając wyprostowaną nogą w nasadę szyi. Odrzucona dziewczyna zrobiła niekontrolowane salto w tył, po czym wyhamowała, zostawiając w ziemi dwa podłużne ślady. Uderzenie pozbawiło ją także powietrza, uniemożliwiając szybkie przejście do ofensywy.
  Choke wykorzystał chwilę i sam zaatakował. Rzucił się na Pan z zamaszystym lewym sierpowym, wzmocnionym masą całego ciała, bo uderzał z powietrza. Dziewczyna odskoczyła w ostatniej chwili i cios trafił w podłoże, powodując lekki wstrząs gruntu i rozsiewając wokół ciemne grudki. Niezrażony niepowodzeniem Saiyan momentalnie odbił się z ugiętych nóg, taranując chwilowo bezradną przeciwniczkę barkiem. Rozpaczliwy blok na niewiele się zdał i dziewczyna poleciała bezwładnie do tyłu, nad powierzchnię jeziora.
  Wyhamowała tuż nad taflą wody, łapiąc wreszcie oddech. Zajęcza Warga został na brzegu. Uśmiechnął się kpiąco i posłał jej całusa na odległość, po czym uniósł dłoń na wysokość twarzy i wykonał charakterystyczny gest mówiący "no, chodź tu do mnie".
  Większej zachęty nie potrzebowała - właściwie nawet ta była zbędna. Skoncentrowała się, sprawiając, że powierzchnia wody zawirowała, po czym gwałtownie uwolniła ki. Wywołało to efekt podobny do tego jaki miałoby wrzucenie czegoś dużego i ciężkiego do jeziora - woda plusnęła głośno i rozeszły się po niej szybko rozszerzające się koliste fale. Pan jednakże nie oglądała się na efekty uboczne - przeszła do kolejnego frontalnego ataku, żłobiąc w gładkiej tafli szybko zasklepiający się ślad.
  Tym razem Choke nie zamierzał się bronić i sam także ruszył. Do starcia doszło nad płycizną. Impet zderzenia wywołał falę uderzeniową, która rozsiała mniejsze i większe krople po najbliższej okolicy. Wygrał Zajęcza Warga - jego cios okazał się minimalnie silniejszy i odrzucił przeciwniczkę o pół metra. To pozwoliło kontynuować natarcie.
  Nim woda opadła, Saiyan zadał serię szybkich ciosów, z których żaden nie doszedł do celu. Wystarczyły jednak, by zmusić dziewczynę do dalszego cofania się. Taki styl walki preferował - narzucić swoją przewagę i czekać aż broniący się popełni jakiś błąd. To zawsze następowało prędzej czy później.
  Nie inaczej było i tym razem. W pewnym momencie dostrzegł w gardzie Pan lukę, której grzechem byłoby nie wykorzystać. Uderzył krótkim, ale silnym prawym hakiem pod żebra, bardzo boleśnie. Kompletnie wytrącił tym czarnowłosą z rytmu. Droga do rozstrzygnięcia całej walki na jego korzyść właśnie się otworzyła.
  Kolejnymi dwoma ciosami dosłownie wybił jej z głowy (i płuc...) chęć kontrataku, po czym - już będąc pewien, że nie zdoła się obronić - zamaszystymi kopnięciem posłał ją niemal na orbitę. niemal, bo kto wie, czy nie doleciałaby tam, gdyby jej sam nie przeszkodził. Zniknął i pojawił się nad przeciwniczką - potocznie nazywano to ki-skokiem - a następnie, łącząc pięści w jeden masywny kułak, grzmotnął ją z całej siły w plecy. Raz kiedyś złamał w ten sposób ofierze kręgosłup. Zawsze chciał powtórzyć ten wyczyn.
  Drogę powrotną ku powierzchni przebyła w ułamku sekundy. Jak kamień wpadła do jeziora, na swoje szczęście w jednym z jego najgłębszych miejsc.

  Smukły, nowoczesny skauter piknął cicho, obwieszczając, że stracił odczyt. Amarant zdjął go z ucha i pokręcił głową z niedowierzaniem.
  - I co, zadziwiające - bardziej stwierdził niż zapytał Kuuja.
  - Nie sądziłem, że w ogóle możliwe. Wiem, że można zacznie kontrolować ki, zwiększyć albo zmniejszyć emanację i tak dalej. Ale coś takiego...? Jej poziom mocy skacze i opada bez żadnego ładu i składu. Od 5,200 do 8,400 jednostek.
  Nie dodał, że szokuje go jak wysoka jest ta druga liczba. Dla porównania, Choke jako SSJ dysponował mocą 9,500, zaledwie 1,100 wyższą.
  - Też byłem zaskoczony. To prawdopodobnie kwestia tego że jest zaledwie ćwierć-Saiyanką. Albo - ściszył głos, nie chcąc, by usłyszeli go Brolly i Vivi - kolejny efekt tej choroby...
  - Jakiej choroby? Przecież ki-wojownicy nie chorują...
  - Na normalne rzeczy nie, ale jest kilka wyjątków. W dzieciństwie była ofiarą jednego z nich. Jakiś dziwny wirus zdegenerował jej komórki odpowiedzialne u Saiyanów za transformację. Dlatego do tej pory nie osiągnęła SSJ. I pewnie już nigdy nie osiągnie.
  - Nigdy? - odruchowo powtórzył zaszokowany książę. - To pewne?
  - Widziałem wyniki testów. Aha... lepiej nie wspominaj o tym przy niej.
  Skauter znów zapikał, tym razem ostrzegawczo, sygnalizując obecność dużej siły.

  Jakkolwiek Choke bardzo by sobie tego życzył, był pewien, że kręgosłupa przeciwniczki nie udało mu się złamać. Już na samym początku walki zauważył, że jej ki jest niezwykle wysoka. Nie zdziwiło go to - nie było to znowu tak rzadkie zjawisko w przypadku mieszańców. Teraz na pewno czaiła się gdzieś tam, pod powierzchnią, obmyślając plan kontrataku. Cóż, nie mogła wstrzymywać oddechu w nieskończoność. Wystarczyło zaczekać.
  Długo czekać nie musiał. W pewnym momencie woda zakotłowała, zaparowała, a coś w głębi zabłysło. Saiyan podjął szybką decyzję o nieprzyglądaniu się zjawisku dokładniej. Zamiast tego odskoczył trzy metry do tyłu - i to go uratowało. Potężny, niemal pionowy strumień ki przeszył miejsce, w którym jeszcze przed chwilą lewitował Zajęcza Warga.
  Dywersja była aż nazbyt oczywista. Choke nie musiał oglądać się za siebie, by wiedzieć, że tam właśnie jest jego przeciwniczka. Toteż nie obejrzał - od razu kopnął z półobrotu.
  Instynkt go nie zawiódł. Zawiodła go siła. I pamięć. Bo zapomniał, że jego przeciwniczką też jest Saiyanką, przynajmniej po części.
  Pan z trudem, ale odbiła nogę Zajęczej Wargi i zyskała przewagę, bo wciąż miała przed sobą jego plecy. Momentalnie władowała w nie tyle ki, ile zdołała zmobilizować w tak krótkiej chwili.
  Nie dość dużo.
  Nastąpiła jaskrawa, energetyczna eksplozja. Choke krzyknął, zadymił i poleciał bezwładnie ku ziemi. Nie ucierpiał zbytnio. Nie tylko był silniejszy, miał też na sobie najnowszej generacji pancerz z hypergumy, który zapewniał całkiem niezłą ochroną na tym poziomie walki.
  Saiyan szybko wyhamował, odwrócił się w powietrzu i posłał w stronę przeciwniczki serię szybkich ki-blastów. Nietypowych nieco, bo celowo nieustabilizowanych energetycznie w ten sposób, że nawet nie trafiając w cel wybuchały w powietrzu po przebyciu pewnej odległości.
  Uwięziona w gąszczu eksplozji dziewczyna musiała ratować skórę, ulatniając się z zagrożonego obszaru. Wybrała najbardziej oczywisty kierunek - do tyłu. Zgodnie z przewidywaniami. Zajęcza Warga właśnie na to czekał. Przerwał atak, przemieścił kilka metrów w bok i trochę do przodu, by widzieć przeciwniczkę, po czym skupił w lewej dłoni potężny ładunek energii i rzucił nim po łuku. Nie mógł nie trafić.
  A jednak. Pocisk przeleciał przez sylwetkę Pan, rozwiewając ją jak widmo, którym w sumie była. Eksplodował pół metra dalej. Powstała potężna chmura dymu, z której po krótkiej chwili dziewczyna wypadła na pełnej prędkości. I chociaż Choke był w formie SSJ minimalnie szybszy, to refleksu starczyło mu zaledwie na postawienie dość wątłego, krzyżowego bloku. Z jękiem przyjął na niego szarżę, ale jakoś przetrwał. Kolejne ciosy także, choć teraz to on zmuszony został do cofania się. A tego nie lubił, więc szybko zdenerwował się i stracił cierpliwość.
  Znalezienie luki w obronie atakującej zaciekle dziewczyny nie było trudne, odpowiedniej chwili do wykorzystania tej luki także nie. Choke kopnął wymachem, trafiając w podbródek. Pan zamroczyło i wyciągnęła się jak struna. Na chwilę, bo zarobiwszy potężny cios w brzuch, dla odmiany zwinęła się w kłębek. Choke nie zamierzał na tym poprzestawać. Chwycił ją lewą ręką za włosy, a prawą trzasnął z całej siły w twarz. Tylko raz.
  - Gdybym chciał, zmasakrowałbym ci facjatę tak, że żadna komora regeneracyjna by ci nie pomogła - syknął jadowicie. - Ciesz się, że szkoda mi zachodu.
  Nie dało się poznać, czy usłyszała i zrozumiała, bo wyglądała na nieco zamroczoną. Na wszelki wypadek więc, wbrew słowom, przywalił jej powtórnie. Następnie puścił włosy, złapał za kark i nadział dziewczynę na kolano. Na zakończenie, tak, aby upewnić się że zakończy walkę, kopnął jeszcze mocno z przewrotki. Pan wbiła się w ziemię, pięć metrów od brzegu.

  Amarant drgnął i byłby ruszył ratować koleżankę, gdyby Kuuja nie złapał go za ramię.
  - A ty dokąd?
  Księcia zirytował jego obojętny ton, ale zdołał zachować spokój.
  - Obrywa, i to mocno. Nie uważasz, że powinniśmy jej pomóc?
  - Mm, może...
  Niespiesznie wyjął z kieszeni kapsułkę, przetransformował ją w skauter, założył na ucho i wcisnął parę klawiszy.
  - Co ty... - chciał zapytać półsaiyan, szczerze zdziwiony zachowaniem towarzysza, ale białowłosy uciszył go gestem.
  - Pan, jesteś tam? - zapytał w pewnym momencie. - Świetnie. Słuchaj, potrzebujesz może pomocy?
  Ze słuchawki posypał się potok przekleństw i złorzeczeń tak głośny, że słyszalny nawet dla Amaranta. Kuuja pokiwał w zrozumieniu głową i przerwał komunikację.
  - Nie jest przekonana co do twojego pomysłu - wyjaśnił.
  - Przecież nie ma szans - powiedział niepewnie książę, zaszokowany tym, że dziewczyna jest w ogóle przytomna. - Ten facet ją zabije.
  Lanfan podrapał się po głowie i wzruszył ramionami.
  - Zabić to chyba nie zabije... A porządna nauczka jej się przyda. - Nagle oba skautery, zarówno jego jak i Amaranta, wysłały ostrzegawcze sygnały dźwiękowe. - Oho, znowu się zaczyna.

  Dziewczyna miała duże braki w wyszkoleniu, dyscyplinie walki i była zwyczajnie od Choke'a słabsza. Ale nie sposób było nie podziwiać jej wytrwałości i woli walki. Widok przeciwniczki wygrzebującej się spod kupy kamieni i grud wilgotnej ziemi wywarł na Zajęczej Wardze wrażenie, ale także najzwyczajniej zaskoczył. Nie powinna była wstać po tej serii. A nawet jeśli fizycznie nadal miała taką możliwość, to skąd brała się jej motywacja? Chyba aż nadto udowodnił swoją przewagę? Zachowywała się prawie jak prawdziwa Saiyanka. Prawie. Ostatecznie, psa też można dobrze wytresować.
  Tymczasem jednak, wstała, otoczona białą aura i - mimo ran - z ki ustabilizowaną na poziomie 8,500 (o czym nie omieszkał poinformować złotowłosego skauter). Z jakiegoś powodu ta sytuacja wkurzyła Choke'a. Nie na tyle, by zaczął popełniać błędy. Ale wystarczająco, by zmienił styl walki. Na wredny.
  Skupił ki i wystrzelił pocisk pod nogi Pan. Zgodnie z zamierzeniem nieco zamuliło to sytuację. Dziewczyna po chwili wybiegła z chmury pyłu. Cwaniara, zauważyła, że w powietrzu przegrywa i postanowiła trzymać się ziemi. A trzymaj się - pomyślał.
  Ostrzelał ją jeszcze kilkoma ki-blastami, tak aby upewnić się, że będzie biegła dokładnie w tę stronę, w którą miała biec. Potem przyspieszył. Skoncentrował w obu dłoniach spore ładunki ki i lecąc zaczął kręcić się wokół własnej osi, przemieniając w żywą, złotą torpedę. Oniemiała, wyraźnie zaskoczona. Nigdy wcześniej nie spotkała się z podobną techniką i zupełnie nie wiedziała jak zareagować.
  Wreszcie coś wymyśliła. Rychło w czas, można by rzec, bo Choke był już bardzo blisko. Ugięła nogi i w ostatniej chwili uskoczyła. Saiyan w tym samym momencie uniósł, czy raczej wyciągnął dłonie nad głowę i wkręcił się w grunt niczym świetlisty świder.
  Ziemia zadrżała. Czarnowłosa zawahała się, niepewna czy aby w powietrzu nie będzie jednak bezpieczniej. Nie wiedziała, że wbrew pozorom zupełnie nie ma czasu do namysłu.
  Złotawy pocisk wyprysł znienacka, pionowo spod powierzchni. Otarł się jej o nogę i bok, żłobiąc bolesne, parzące ślady, po czym znikł w przestworzach. Odruchowo odskoczyła do tyłu i to był błąd. Drugi ki-blast, tym razem wystrzelony pod kątem z podłoża, trafił ją w tył głowy i eksplodował. Rzucona falą uderzeniową zaryła twarzą w glebę. Tymczasem Choke w towarzystwie grudek ziemi, kropel błota i wody, wynurzył się gwałtownie niemal dokładnie na brzegu jeziora. Pokryty mokrym brudem i z wyzierającą z oczu zawziętością wyglądałby przerażająco, gdyby ktokolwiek mógł to zauważyć. Pan jednak go nie widziała, a pozostali obserwatorzy znajdowali się zbyt daleko.
  Wylądował po kostki w wodzie, zaparł się i strzelił silnym, kinetycznym ki-blastem w leżącą. Oczywiście trafił. Wybuch rzucił ją bezwładnie o jakieś dziesięć metrów.
  Choke ugiął lekko nogi i ruszył do biegu. Rozpędził się do maksymalnej prędkości jaką mógł osiągnąć na tak krótkim dystansie i z impetem kopnął wciąż nie podnosząca się przeciwniczkę w żebra. Przeleciała kolejne metry, zatrzymując się dopiero na jakimś drzewie, a raczej - tuż za nim.
  Złotowłosy wciąż jednak nie był usatysfakcjonowany. Wstała wtedy, to pewnie wstanie i teraz. Należało zdobyć stuprocentową pewność zwycięstwa.
  Uniósł się w powietrze i rozpoczął koncentrację ki, tym razem zamierzał wykorzystać maksimum.

  - Czy teraz jest dobry moment, by jej pomóc?! - zapytał książę, siląc się na ironię. Nie bardzo mu wyszło, bo całość prawie wykrzyczał. Ledwo udało mu się zaakcentować "teraz". - A może to część tej nauczki o której mówiłeś?
  Nie ruszył od razu tylko dlatego, że towarzysz przytrzymywał go za ramię już nie symbolicznie, ale zwyczajnie bardzo mocno. Ciekawe czy sam zdawał sobie sprawę jak silnie zaciska palce. Amarant widział wyraźnie, że nie dorasta do poziomu Choke'a i nie miałby z nim większych szans. A choć na razie nie otrzymał potwierdzenia swoich przypuszczeń, miał wrażenie, że jego towarzysz jest znacznie silniejszy.
  - Spokojnie... Nie zrobi tego. To rozsądny facet. Nie zamierza jej przecież zabić.
  Ale w jego głosie nie było już tej żelaznej pewności, którą Amarant słyszał zawsze do tej pory.
  Nie tylko on to zauważył.
  - Kuuuja - wypłakał właściwie Vivi. - Ratuj ją! Uratuj ją! No, uratuj!
  Podbiegł do Lanfana i zaczął go tłuc małymi pięściami po brzuchu. Białowłosy chyba nawet tego nie zauważył.
  Także Brolly przestał milczeć, choć odezwał się znacznie spokojniej.
  - Kuuja, proszę cię... Nie poradzi sobie sama.
  Kuuja milczał i patrzył.

  Choke tymczasem skupił tyle energii, że ledwo sam nad nią panował. Czym prędzej domagała się uwolnienia, więc bez zwłoki skierował ją po skosie w dół, tam gdzie leżała jego przeciwniczka. Saiyan działał instynktownie - nie miał wprawy w tego rodzaju technikach. Jasny, potężny strumień ki przesłonił mu widok, uniemożliwiając dokładne celowanie i ewentualną korektę toru lotu. To jednak nie miało specjalnego znaczenia. W tych warunkach zwyczajnie nie mógł nie trafić.
  Niełatwo nadać odpowiednią prędkość tak ogromnemu ładunkowi energii, stąd też zbliżał się on do ziemi nieznośnie długo - niemal dziesięć sekund. Dziesięć najgorszych sekund życia dla Amaranta, który oczami wyobraźni widział już eksplozję, w której na zawsze zniknąć miała nie tylko Pan, ale prawdopodobnie też cała najbliższa okolica.
  Stał się jednak cud. Wybuch nie nastąpił.
  Na wysokości jakiegoś metra nad ziemią fala ki w jaskrawym, złotym błysku zatrzymała się na czymś w rodzaju niewidzialnej tarczy. Powiedzieć, że rozbiła się o nią, byłoby zbyt wiele, ale została zatrzymana, przynajmniej na chwilę.
  Kiedy rozbłysk zmalał, obserwatorzy mogli wreszcie dojrzeć co się dzieje. A trzeba było to zobaczyć, żeby uwierzyć. Pan, poderwana do półklęczącej pozycji powstrzymywała atak przeciwnika swoim Shenkidan'em. I to jak powstrzymywała... Strumień wrogiej ki niemal ocierał się jej o palce. Energii dziewczynie wystarczało tylko na to, by nie obrywać bezpośrednio. Jej atak był zbyt słaby, by choćby równoważyć falę przeciwnika. Ledwie rozcinał ją, kierując siłę uderzenia nieco na boki i zamykając dziewczynę w swoistym ochronnym bąblu srebrno-białej ki. Chroniło to czarnowłosą i skrawek ziemi pod jej stopami. Okolica wokół wypalała się błyskawicznie. Już po kilku sekundach Saiyanka stała na niewysokim, ale wyraźnie zaznaczonym wybrzuszeniu wzniesionym pośrodku coraz szerszego leja.
  Pytanie, jak długo mogła to wytrzymać?
  Jej przeciwnik momentalnie się spocił. Nie ze strachu. Z wściekłości. Nie wierzył w to co się dzieje. Jakim cudem ta pół-martwa suka mogła jeszcze wykrzesać z siebie dość siły, by powstrzymać jego atak!? Nie mieściło mu się to w głowie. A najgorsze, że nie miał żadnego pomysłu jak ten impas przerwać, bo i tak już dawał z siebie wszystko. Nieprzyzwyczajony do stosowania tego rodzaju technik, mimo dużych jeszcze rezerw energetycznych, nie umiał wykrzesać z siebie na raz więcej niż w tej chwili. Pozostawało liczyć na to, że da się wziąć dziwkę na przetrzymanie, bo ostatecznie ile jeszcze mogła się bronić?

  A Pan faktycznie nie zostało już dużo czasu. Była dosłownie u kresu sił. Pot zalewał jej oczy, a coraz cięższe dłonie i ramiona powoli odmawiały posłuszeństwa. Nieznośne gorąco powstające na styku dwóch fal energetycznych nie pomagało. Nie mogła się bronić długo. Sęk w tym, że wcale się bronić nie zamierzała.
  Nie potrafiła wytłumaczyć dlaczego sytuacja, w której się znalazła zamiast przerażać - wywoływała w niej dziwne uczucie ciepła i sama przywoływała na twarz uśmiech. Taki sam, jaki widziano nie raz na twarzy pewnego nieżyjącego już ziemskiego wojownika, ale o tym akurat nie miała pojęcia.

  Skauter Zajęczej Wargi zaćwierkał nerwowo i zaczął wyświetlać bardzo dziwne rzeczy. Takie, w które jego właścicielowi trudno było uwierzyć. Patrząc na rosnące liczby Choke jednocześnie czuł jak napór z dołu robi się coraz mocniejszy. I tylko dlatego nie uznał, że urządzenie musiało się uszkodzić. Kiedy odczyt poziomu mocy przeciwniczki przekroczył 9,500 jednostek, Saiyanowi zrobiło się dziwnie gorąco.

  Nie musiała już klęczeć. Oddaliwszy zagrożenie o kilka metrów znalazła moment, by wstać i zaprzeć się obiema stopami w swoją wysepkę. Nie wiedziała skąd czerpie energię, którą przezwyciężała teraz moc przeciwnika i nie zastanawiała się nad tym. W ogóle o niczym nie myślała - nie miała już na to sił. Nie czuła też bólu ani zmęczenia. Praktycznie bez udziału woli, jej ciało - nie bacząc na skrajne wyczerpanie - systematycznie uwalniało ki, z sekundy na sekundę powiększając przewagę. A w pewnym momencie, kiedy ta zaznaczyła się już wystarczająco wyraźnie, posłało jeszcze jeden, ostateczny impuls.

Koniec rozdziału ósmego.

Kącik poziomów mocy:

[Poziomy podaję w starych, DBZ-towskich powerach; jedna nowa megajednostka (NJ) = 1,000 starych jednostek.]
[(2008.10.27): Niektórzy czytelnicy pewnie zauważyli, że zrezygnowałem ze stosowania "megajednostek" (MJ) z wcześniejszych wersji tekstu - zabijały trochę klimat. Gdyby ktoś gdzieś trafił na wersję "Gehenny", gdzie MJ-ki są jeszcze obecne, podaję że 1MJ = 1,000,000 starych jednostek]

Amarant "Tępy Pazur": 7,000,000
Amarant - Flair: 9,100,000

Pan "Nocny Motyl" (minimum): 5,200,000
Pan (norma): 8,400,000
Pan (wściekła): 11,200,000

Yam "Wielka Stopa" (rozdział drugi): 6,000,000

Choke "Zajęcza Warga": 3,200,000
Choke SSJ: 9,600,000

"Młody": 1,600,000

"Ponury": 2,400,000


-> Wstęp <- | Rozdział VII <- | -> Rozdział IX

Autor: Vodnique




Kopiowanie, publikowanie i rozpowszechnianie jakichkolwiek materiałów należących do tego serwisu bez wiedzy i zgody ich autorów jest zabronione.
Wykorzystanie nazewnictwa i elementów mangi/anime Dragon Ball/Dragon Ball Z/Dragon Ball GT lub innych tytułów nie ma na celu naruszania jakichkolwiek praw z nimi związanych.

WPöŞ2n˙˙€˙˙ČŔ€=ÁMS Shell Dlg 2˙˙ČŔ€=ÁMS Shell Dlg 2P+Če˙˙‚P"f˙˙‚€P7gmsctls_progress32PHh